Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2024

aktualności 2024

Obraz
 intensywny sezon powoli za nami. z mojego punktu widzenia nawet zbyt intensywny - najpełniej realizowałam siebie przy dwóch wyprawach miesięcznie. aby pasja nie stała się jedynie formą zarabiania na przeżycie, chcemy postawić sobie definiowalne cele, skupić się na różnych aspektach, rozwijać na wielu płaszczyznach - życie w biegu zahacza o rutynę. ostatnia wrześniowa grupa, zorganizowany studencki team, cieszyć się będzie profesjonalną opieką naszej miejscowej załogi. ponieważ nasz coroczny wypad do Tusheti został przełożony i zrealizowany wcześniej, w dniach 26.09 -3.10 nasi goście zobaczą między innymi Filar Katski, przejadą się kolejką w Chiatura, zwiedzą wiele kunsztownych twierdz i enigmatycznych ruin na trasie z Katski do Mtskhety, zawitają do browaru Zedazeni. punktem kulminacyjnym będzie pewien magiczny gruziński Las - tak, taki przez duże L )) a w nim bogactwo kozich bród (i nie mam tu na myśli zwierząt). następnie zabierzemy was do Kakheti jesienią, do Tianeti na najpysz...

rachiański nieświęty spokój

Obraz
  przygody z Erti dzieją się nawet bez naszego udziału. pierwszy, jesienny, wypad do Racha oceniamy jako bardzo udany. na prośbę naszych gości   w Ghebi zapewniliśmy, z pomocą lokalsów, rozrywkę w postaci rajdów konnych (poziom całkowicie początkujący) - sami ich nie organizujemy. były kasztany z pieca i szaszłyki z kasztanowych świnek. było łowienie ryb (końcówka sezonu większości gatunków) i zbieranie grzybów, z przewodnikiem, w pięknych gruzińskich lasach. ognisko w Utsera, gdy przypadkowe spotkanie z dawno nie widzianym znajomym zaowocowało długim wieczorem w jego domu (z basenem!). był pomnik Stalina za Lentekhi, studnia z żywą, kwaśną wodą i „górskie” balie do kąpieli w tejże wodzie - zupełnie pośrodku niczego. pomagaliśmy w zbiorach kukurydzy na paszę i zrywaliśmy miętę na herbatę. córki naszego gospodarza, przy rachańskim (imho, niezbyt dobrym) winie, śpiewały tradycyjne pieśni. dla chętnych trekkingi, dla pozostałych wycieczka do okolicznej winnicy i zbiory winogron. ...

bo jesień zaczyna się tu pierwszego września

Obraz
  na pierwszym wrześniowym tripie opiekunem i kierowcą był sam Pan Dyrektor - uraz oka zatrzymał mnie w domu. może to i lepiej, bo Morze Czarne zaskoczyło grupę w dość nieprzyjemny sposób )) wyprawa skupiła się na Adżarii i tutaj też była nasza baza wypadowa. temperatura? - powyżej 30 stopni, gorąco. trafiliśmy nad morze w zasadzie na końcówkę fali ulewnych deszczów, które dotknęły wybrzeże. pierwsze dwa dni dość pochmurne, przelotne opady. trzeciego dnia pełne słońce i długo wyczekiwane wyjście na plażę. na pierwszy ogień pobliska zatoka Kobuleti - woda mętna, brudna - wybraliśmy zły moment. męska część ekipy nie wymiękła: da się pływać? da! kobietki wybrały spacery bulwarem i zbieranie muszelek. przejazd do Batumi. ludzie leżą na plaży dość gęsto, ale nikt się nie kąpie, grupa nie zastanawiała się długo, woda wyglądała ok..więc - siup! - pływamy. lokalne smażalnie ryb i rynek pochłonęły nas całkowicie. bonusowo wyprawiliśmy się na herbaciane pola Batumi, które warto odwiedzić wła...

sierpień z Erti - ratunku! może zwolnijmy

Obraz
  მეგობრებო ! c hcielibyśmy podziękować naszemu zespołowi za pełne zaangażowanie i sumienność. Gio, Toko   - dzięki Wam, przy kilku równoległych wyjazdach, byliśmy w stanie ze spokojem dopiąć wszystko na przysłowiowy ostatni guzik. dziękujemy naszym niezawodnym kierowcom, którzy dostosowywali swoje prywatne, rodzinne i wakacyjne, plany do potrzeb naszych i Erti. Leli za codzienną porcję zdjęć z miejsc, w których my nie mogliśmy być. a w sierpniu było tak:

raz do roku, ale nie raz

Obraz
  Tusheti. mimo   upałów i suszy, tegoroczną wyprawę przez przełęcz Abano zaliczamy, bez dwóch zdań, do udanych. zrealizowaliśmy plan w 100% i nawet dorzuciliśmy kilka smaczków - o ukrytej poniżej mostu grocie nie wiedzieliśmy nawet my! droga minęła nam bezpiecznie w obie strony. zaopatrzeni w piknikowy prowiant, nie traciliśmy czasu na postoje. nasz sprawdzony patent na ten szlak, czyli gazowa kuchenka na kartusze, również zdała egzamin - kawę piliśmy na skarpach, urwiskach, we mgle i wszędzie tam, gdzie potrzebowaliśmy natychmiastowego zastrzyku energii. w samym Omalo piliśmy też kawę z piasku czy po prostu grzaną na piecu. oczywiście przywieźliśmy ze sobą naprawdę sporo suchej karmy (psiej i kociej) i pod Dartlo nasz znajomy (o polskich korzeniach)rozdysponował całość, rozwożąc do najbardziej potrzebujących miejsc. w Tbilisi zorganizowaliśmy pożegnalną suprę z tamadą i skromną częścią znanego zespołu baletowego, czyli Juri i Eleną – wrażenia z serii tych na całe życie. za r...

miesiąc plag

Obraz
  lipiec w Gruzji był dla nas i naszych gości wyjątkowo łaskawy. ani nie padało, ani nie było zbyt gorąco. było idealnie. każdy z wyjazdów obfitował w niezaplanowane atrakcje, przygody i widoki, zarówno te rzucające na kolana majestatem, jak i takie, które chciałabym odzobaczyć )) nie dotarliśmy do Vashlovani - plaga żmij w połączeniu z problemami z zasięgiem na terenie parku sprawiły, że żaden kierowca za żadne skarby świata nie podjął się wjazdu tego dnia, który akurat zaniósł nas (planowo) na kraniec Kakheti. nie zobaczyliśmy niedźwiedzi ani Mlecznej Drogi. nie postawiliśmy stopy w zamku pilnowanym przez psy (Davit postawił obie). uratowaliśmy kotka w Sighnaghi (znów – brawo Davit!), zanurzyliśmy się w świętej wodzie Bodbe i pomagaliśmy tamtejszej zakonnicy dokarmiać bezdomne i ranne w wypadkach psy. obejrzeliśmy mecz Gruzji na wielkim telebimie w centrum Kutaisi, odkryliśmy nową jaskinię i prowizorycznie ogrodzony przez lokalsów basen na Rioni – w sam raz na popołudniowe mocz...