bo jesień zaczyna się tu pierwszego września


 

na pierwszym wrześniowym tripie opiekunem i kierowcą był sam Pan Dyrektor - uraz oka zatrzymał mnie w domu. może to i lepiej, bo Morze Czarne zaskoczyło grupę w dość nieprzyjemny sposób )) wyprawa skupiła się na Adżarii i tutaj też była nasza baza wypadowa. temperatura? - powyżej 30 stopni, gorąco. trafiliśmy nad morze w zasadzie na końcówkę fali ulewnych deszczów, które dotknęły wybrzeże. pierwsze dwa dni dość pochmurne, przelotne opady. trzeciego dnia pełne słońce i długo wyczekiwane wyjście na plażę. na pierwszy ogień pobliska zatoka Kobuleti - woda mętna, brudna - wybraliśmy zły moment. męska część ekipy nie wymiękła: da się pływać? da! kobietki wybrały spacery bulwarem i zbieranie muszelek. przejazd do Batumi. ludzie leżą na plaży dość gęsto, ale nikt się nie kąpie, grupa nie zastanawiała się długo, woda wyglądała ok..więc - siup! - pływamy. lokalne smażalnie ryb i rynek pochłonęły nas całkowicie. bonusowo wyprawiliśmy się na herbaciane pola Batumi, które warto odwiedzić właśnie o tej porze roku. posmakowawszy nocnego życia i atrakcji parku rozrywki jedliśmy późne śniadania (zabrakło tam mojej logistyki xD) z marginesem plażowego chillu zaraz po nich. była kolejka Argo i niesamowity fortepianowy koncert na górze (z akompaniamentem trąbki). był rezerwat przyrody i park dendrologiczny. lody z wina w otwartej nocą restauracji niedaleko plaży Ureki. na koniec zostawiliśmy sobie Mtskhetę i Tbilisi, w Kutaisi goszcząc jedynie przejazdem. pisząc tego posta z perspektywy czasu, wiem już, że wszystkich kąpiących się w morzu: naszej załogi, turystów, członków naszej rodziny w Kobuleti, dotknęła identyczna przypadłość - wysypka i stan podgorączkowy. na szczęście, zniknęło po kilku dniach.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

nie ma tego złego

podsumowań czas