prywatna taksówka

 za nami kwiecień i trzy pierwsze wyprawy - dla jednych bardzo udane, dla innych rozczarowanie, gdy rzeczywistość mijała się z oczekiwaniami, gdy padało cały tydzień, gdy okazywało się, że wyprawa do Gruzji i Armenii to nie prywatna wycieczka, podczas której


mamy do dyspozycji kierowcę i czas na wszystkie osobiste widzimisia lub gdy, zupełnie nieoczekiwanie, 'świąteczny' pracownik stacji paliw zalewał nam auto benzyną zamiast dieslem. dokładnie tak było. były przygody, które przeszły nam koło nosa, nie wypite herbaty, historie bez pointy. ludzie z sercem, których się nie zapomina, i tacy zwyczajnie uprzejmi oraz ci, których życzylibyśmy sobie i wam jak najrzadziej. i nasz ormiański driver, Koba, na gościnnych występach w Erti - pozdrawiamy!






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

nie ma tego złego

podsumowań czas