mi-ja-my-się
jeszcze przez miesiąc nasze zimówki będą spędzały Davitowi sen z powiek, czasami bardzo dosłownie - najgorsze dla naszych chłopaków jest właśnie wczesnoporanne wstawanie. pisząc to, śmieję się trochę, na wspomnienie opowieści z Gudauri, o tym, jak nasi uczestnicy narty na nogach posiadali aż dwa razy )) wspólnie i w porozumieniu przemianowali narciarski, ex definitione, wyjazd na komsumpcyjno-degustacyjny, w gronie naszych znajomych z Kazbegi. było chodzenie wśród gór i morsowanie stopami w kwaśniej wodzie, było parzenie kawy w piasku - bez użycia tygla )) i słodzenie zupełnie innej kawy solą. były zimowe ogniska pod cerkwią, z okazji święta patrona naszej wioski i wystrzałowy (również dosłownie) Stary Nowy Rok. nikt nie płakał bez nart i z tego, co wiem, narty też za nikim nie tęskniły ))