kiedy deszcz pada nie tylko w nocy

 jest 21 maja a my wciąż jeszcze niespakowani. siadam z kawą w słoneczne łódzkie przedpołudnie, żeby podsumować ostatni wyjazd - z perspektywy tygodnia. jak było? było niesamowicie emocjonalnie, było ryzykownie, było zaskakująco i offroadowo, troskliwie i z foszkami. odczuliśmy ciężar nienajlepszej pogody, sporo padało, a kiedy wstajesz rano i widzisz taką aurę trzeci dzień z rzędu, trudno o pozytywne nastawienie. wszystkie te chmurki zostały rozwiane magicznymi nadprogramowymi okolicznościami podróży. była przygoda - a jakże! zobaczyliśmy miejsca, których próżno szukać na mapie, wzruszający stary cmentarz, na którym było jeszcze czerwone wielkanocne jajko (resztę pewnie zjadły psy), umknęliśmy spadającym w deszczu głazom przejeżdzając omyłkowo przez rezerwat, podziwialiśmy konie nad rozlewiskiem, łapiąc oddech po offroadzie, karmiliśmy psy zakupioną wspólnie karmą, a trasę prowadzącą przez sam środek cmentarza w Tbilisi rozpoznawaliśmy juz po pierwszych metrach. w najważniejszych momentach, kiedy naprawdę potrzebowaliśmy swiatła, słońce pojawiało się, jak na zawołanie, i wysoką skałę z mnichem oglądaliśmy na tle pierzastych obłoków. 













Komentarze

Popularne posty z tego bloga

nie ma tego złego

podsumowań czas