był sobie maj
juz za chwilę spotkamy się z naszymi gośćmi (22-29.05) na pożegnalnej suprze z niespodzianką, wzniesiemy toast chachą za dozobaczeniawGruzji, podzielimy się tradycyjnie naszymi wzruszeniami, spostrzeżeniami i tipami na kolejne wyprawy. grupa mocno przekrojowa, jeśli chodzi o wiek, zintegrowała się bezproblemowo - dla takich chwil się żyje - był i śmiech do łez i ratunek obtartym piętom a nawet podróż szlakiem gruzińskich toalet (nie polecam swojskiego koniaku z Ananuri))).
plan zrealizowaliśmy w 110%. jeden dzień deszczu i cały tydzień przyjemnego, jeszcze nie tak ostrego słońca, plus fajny chłodny powiew. sporo chodziliśmy i naprawdę nikt nie narzekał. zjedliśmy gruzińskie mcvadi i przypomnieliśmy sobie, jak smakuje prawdziwe naturalne mieso, bez chemii. piliśmy wino, więcej wina, jeszcze więcej wina i ostatniego dnia uciekaliśmy juz przed winem (dlatego dziś toast czyms innym) bo rzeczywiście atakuje nas ono ze wszystkich miejsc i rąk. otwieramy lodówke - wino, otwieramy bagażnik - wino, otwieramy drzwi w hotelu - też wino (nie ma to jak gościnne babcie w rodzinnych hotelach - ot co)
niesamowicie sentymentalny nastrój ogarnia mnie właśnie teraz, kiedy przeglądam zdjęcia z minionego tygodnia i z innych majowych wypraw, z poprzednich lat. ile się zmieniło? mosty, tunele, drogi. a ile zmieniło się w nas?








Komentarze
Prześlij komentarz